środa, 16 września 2015

19.

  Dziś się nie spóźnię:) Udało mi się w odpowiednim czasie usiaść do napisania tej notatki. Mimo, że usnęłam bardzo późno, po pierwszej w nocy z powodu burzy. Czy u was też było takie oberwanie chmury? U mnie jak lunęło wieczorem to tak padało mocno całą noc, dosłownie tafla wody, dopiero koło piątej rano przestało. W zasadzie jak woda w sierpniu, w połowie wyparowała z rzek i jezior to prędzej czy później musi spaść tylko nie wiadomo gdzie i w jaki sposób. 
 Teraz się wypogodziło,cieplutko jest i słoneczko świeci :)Taki ten wrzesień w kratkę jest, ale mam nadzieję, że będzie piękna i kolorowa jesień.
 Wpis bez tytułu(chyba że wymyślę jakiś później) ponieważ nic nowego nie robię. Nadal siedzę nad kolorowym sweterkiem(albo kamizelką jak mi włóczki nie starczy) Tylko książka inna. Skończyłam drugi tom "Pana Lodowego Ogrodu" i wcale się nie zawiodłam, nadal akcja zaskakuje i mocno wciaga. W przerwie oczekiwania na następne tomy(w bibliotece obiecali odłożyć zaraz jak wrócą) czytam "Studnię życzeń" Katarzyny Leżeńskiej. Nie mogę nic swojego napisać na jej temat ponieważ za mało jeszcze przeczytałam, by sie wypowiadać.Więc fragment od wydawcy:
"Nieoczekiwanie Hanka trafia na ślad tajemnicy rodzinnej...poznaje dzieje kobiet ze swej rodziny. 
W barwnych opowieściach ożywają ludzie mieszkajacy na Podlasiu w latach międzywojennych....Uświadamia sobie, że jej tragedia nie jest ani wyjatkowaa,ani tak wielka by mieć żal do całego świata.Musi podjać ryzyko, przezwyciężyć stare lęki..."


Wpis podpinam pod cotygodniowe,środowe wspólne dzierganie i czytanie u Maknety Banerek na pasku.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie :) 

czwartek, 10 września 2015

18. Tym razem dookoła.

 
   Jestem zła....napisałam tyle, że ho ho...a tu mi nie zapisało :(
I muszę od nowa, i wiem że już nie uda mi się tak samo ładnie.
To wszystko przez to ślimacze tempo,zamiast sie jakoś sprężać, działać szybciej, używac tych wszystkich ważnych przycisków przy redagowaniu tekstu(zapisz) to ja, jak te slimaki ledwo, ledwo 
albo jak jakis zwierz co to musi w sen zimowy zapaść niemrawo 
się zastanawia czy już się kłaść czy za chwilę...
  Wróciwszy do tematu.Ponieważ wczoraj była środa, a środy to wspólne czytanie i dzierganie z Maknetą(odnośnik na pasku bocznym)to i o tym co szydełkuję i o książce będzie.
   Jakiś czas temu, zaczęłam robić sweter ogoniasty (klik,klik) z włóczki zdobycznej. W zasadzie darowanej a nie zdobycznej;) Ostatnio jednak przestał mi się podobać. Nie sam pomysł takiego swetra, tylko to co mi wychodziło. Te okropne abstrakcyjne ułożenie kolorów, jakieś plamy bez ładu i składu. Więc wzięłam i wszystko sprułam. I zaczełam od nowa tym razem od środka pleców do okoła, jak serwetkę na planie koła. Może tym razem nie spruję zanim skończę.hym..zobaczymy.
  W czasie przerw od słupków po okręgu czytałam książkę Jarosława Grzędowicza"Pan Lodowego ogrodu"-tom. Książka tak mnie wciągnęła, że zupełnie straciłam poczucie czasu.Nie zauważyłam kiedy uciekł mi cały wieczór i pół nocy.




   Książka jest powieścią fantasy z elementami sf. Bohaterem jest Vuko Drakkainen z matki Polki, ojca Fina a wychowany w Chorwacji. Taka mieszanka kulturowa robiła z niego dobry nabytek  dla zespołu statku kosmicznego, który miał zabrać naukowców z obcej planety. Niestety z pewnych przyczyn zamiast całego zespołu, na obcą planetę zostaje wysłany tylko Vuko. Ma on za zadanie znaleźć ekipę naukowców, którzy od dwóch lat nie dają znaku życia i zabrać ich do domu. Ma też zezwolenie na "posprzątanie" po ich pracy jeśli złamali jakiekolwiek dyrektywy. Planeta Midgaard jest podobna do Ziemi, ma swoją faunę i florę jednak niepodobną do ziemskiej. Ma również swoich ludzi i podobno działa tam magia. Żeby Vuko  nie wyróżniał się za bardzo z pośród mieszkańców został odpowiednio przygotowany. Zmieniono mu wygląd oczu i wszczepiono mu do głowy pasożytniczego grzyba Cyfrala, który między innymi powoduje, że Vuko rozumie tamtejszą mowę jak własną.  Zadanie wydaje sie proste;wylądować, dotrzeć do bazy, zabrać naukowców i wrócić. Jednak tuż po wylądowaniu  Drakkainen mało nie ginie,gdy sprzęt niepoprawnie zaczyna działać. I od tej pory, nic nie jest takie jak powinno być. Gdy czytając podróżujemy z Vuko równocześnie poznajemy nastoletniego następcę Tygrysiego Tronu, któremu w innym miejscu planety cały jego dotychczasowy świat wali sie w gruzy. Cała książka jest napisana w taki sposób, że na zmianę raz wędrujemy z naszym bohaterem, by za chwilę być na drugim końcu świata i niepokoić się o losy młodego władcy. 

**
Już kończę drugi tom i zastanawiam się czy w bibliotece mają następne.

poniedziałek, 7 września 2015

17. Koniec lata.

  I skończyły sie wakacje i upalne dni.  I zimno się jakoś zrobiło,wietrznie. Już drugi tydzień września mamy. Szkoła się zaczęła u córki, więc musiałam się przestawić na inne tory. Trochę to trwało.
  Gdy były jeszcze upały czytałam książkę od której aż wiało mrozem, a jednak to piękna powieść jest. Latem zapomniałam o niej wspomnieć.Chodzi mi o 

Dziecko śniegu-Eowyn Ivey

Ponieważ w tej chwili już jest wieczór i jeszcze mam trochę pracy w domu, to do przeczytania ciekawych recenzji o tej książce zapraszm tutaj(klik,klik)
P.S: Ponieważ dowiedziałam się, że się nie chce niektórym skakać po innych forach,to postanowiłam i tu wkleić to co napisałam na lubimy czytać(i tam i tu jest to moja własna notatka)
Powieść ta jest pełna smutku,tęsknoty a jednocześnie pełna nadziei i miłości.
  Główni bohaterzy to małżeństwo Mabel i Jacka, które w wyniku traumy po stracie dziecka wyrusza na odległą Alaskę. By spróbować poukładać swe życie na nowo. Ale co to za życie w czasch, gdy samemu trzeba karczować pole pod uprawę i ma się tylko niezbyt spokojnego konia do pomocy, gdy brakuje wszystkiego,gdy nie wiadomo czy uda sie przezyć do wiosny, gdy zostaje się całymi dniami samemu w maleńkiej chatce gdzieś na końcu świata ze swoim żalem? Gdy do najbliższego "miasteczka" jest minimum  godzina jazdy wozem. Gdy nie potrafi sie rozmawiać o tym co nas gnębi z najbliższym nam człowiekiem Jak łatwo jest wtedy się poddać...
 Na szczęście w nieszczęściu, znaleźli się tam też ludzie chętni do pomocy,znaleźli sie przyjaciele. I jak w bajce czytanej w dzieciństwie,w największy śnieg, w największy mróz niewiadomo z kąd pojawia się tajemnicza dziewczynka, o równie tajemniczym imieniu Fajna i ona zmienia wszystko...
 W powieści jest fenomenalnie przedstawione piękno surowej zimy, dalekiej Alaski, trud a jednocześnie zadowolenie z ciężkiej pracy i miłość, która potrafi zaistnieć w ciężkich wrunkach.
 Występuje też nawiązanie do baśni o śniegowej dziewczynce. I bez względu na to jaką jej wersję znamy, w każdej kończy się ona źle. Również i tu zakończenie nie jest happy, jednak zostawia nadzieję na dalsze lepsze juro.

Według mnie jest to książka godna polecenia.
Polecam tę książkę gorąco.