Połowę grudnia mamy, a za oknem pogoda jak na przedwiośniu. Szaroburo, wieje i leje i temperatura +7. Z powodu takiej zgniłej pogody i silnych wietrzysk nabawiłam się problemów z oczami. Swędzą jakbym piasek miała pod powiekami i ciagle łzawią. Prawe na dodatek mnie boli. Dlatego też miałam przerwę w używaniu komputera.
Byłam dziś u okulisty(miałam skierowanie-Pilne) Pani doktor zgodziła się spojrzeć na moje oczy między pacjentami. Zalecenia: nie czytać, nie szydełkować, nie oglądać telewizji i nie haftować nie szyć. Zakraplać i robić masaż prawego oka cieplym okładem(coś się w spojówkach porobiło) w środę sie pokazać z powrotem.
I jak ja mam nadrobić zaległości? Jak ostatnio zawsze coś wyskoczy:( I ta pogoda....Ja chcę śniegu i mrozu, choć trochę, żeby na Święta biało było. Nie pamiętam już, kiedy święta Bożego Narodzenia były ośnieżone tak jak powinny być.
Eh..wystarczy tego biadolenia, w zasadzie to chciałam coś pokazać. Jeden mały hafcik skończyłam na zaległy, listopadowy temat u Splocika z zabawy: "Hafty i przysłowia -cz 2"
Takie były przysłowia do wyboru:
1. Zapalaj kaganek, zanim mrok zapadnie.
2. Żebyś dorszowi włożył marchew do gęby, a pomidora pod ogon, nie stanie się łososiem.
Ja wybrałam pierwszy i wyhafowałam małego skrzata z latarenką. Czy się jest dużym czy małym nikt za ciemnościami nie przepada. A światełko choć małe zawsze strachy różne przegoni i drogę oświetli by sobie krzywdy nie zrobić.
Skrzata posyłam też do xgalaktyki
"Jesienne róże"-Mieczysława Fogga były tematem przewodnim w zabawie :
Polszczyzna i rękodzieło
Niestety praca jest dopiero częściowa. Będzie to szalik z moheru.Wykonuję go metodą knooking'ową...druty mnie nie lubią :(
Pozdrawiam serdecznie-Mięta :)










