Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspólne dzierganie i czytanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspólne dzierganie i czytanie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 czerwca 2017

158. Szydełko tunezyjskie dla początkujących -lekcja 1

   Co jakiś czas, (staram się systematycznie) zaglądam na ulubione blogi, a mam ich zapisanych całkiem sporo:) Ostatnio u Joli przeczytałam wpis o  tym, jak rozpoczęła  zajęcia  dla początkujących w technice szydełka tunezyjskiego :)  Postanowiłam odwiedzić jej nauczycielkę. I tak trafiłam na blog, gdzie Beva(banerek z prawej strony)  prowadzi wirtualne lekcje :) I się zapisałam, by przypomnieć sobie , to co kiedyś umiałam i nauczyć się więcej niż jeden ścieg . Zobaczymy jak mi pójdzie.

      Szydełko tunezyjskie dla początkujących
Lekcja 1
Temat: Prostokąt
Zadane: Wykonać prostokąt (kwadrat to też prostokąt)

Wykonanie:
   Łatwo powiedzieć gorzej zrobić. Najważniejsza rzecz, gdzie się podziało moje szydełko? Wiem, że miałam. Pół nocy szukałam,aż znalazłam....takiego koślawca,że szok. Nie mam pojęcia co się z tym szydełkiem zrobiło...
   Miałam mały kłębuszek, albo raczej resztkę jakiejś moherowatej włóczki w kolorze  turkusowym. Zrobiłam z niej prostokąt najprostszym ściegiem. W zasadzie to miałam taki zamiar(źle się robi pokrzywionym szydełkiem) ale gdzieś się pomyliłam, a wiadomo, że moher się do prucia nie nadaje, to błąd powtarzałam dokładnie co tyle samo rzędów. Dookoła musiałam zwykłymi oczkami zrobić ramkę. Żeby się ten mój prostokącik nie zwijał ,użyłam drutów by cokolwiek na zdjęciu było widać. Nie chciałam by leżał w szufladzie i czekał nie wiadomo na co, to pomyślałam, że zrobię z niego pokrowiec na telefon. Jednak po zszyciu okazało się , że jest nie wystarczający. Więc dostał kolorowy brzeg.  Nie jestem zbytnio zadowolona z tej pierwszej lekcji. Straszny krzywulec :( Muszę kupić sobie nowe szydełko i poćwiczyć te oczka . 
 Fotorelacja z mojej lekcji :
 
**
Książkowo;
Chyba Makneta mocno zapracowana, jakoś w tym tygodniu nie ma u niej aktywnej żabki w WDiC. Ostatnio czytam "Krafftówna w kainie czarów"-Barbara Krafftówna w rozmowie z Remigiuszem Grzelą.
 ***
Pozdrawiam wszystkich-Mięta :)

czwartek, 25 maja 2017

156. Bluzeczka

  Dookoła bałagan...(remont fasady bloku i balkonów trwa w najlepsze od Świąt Wielkanocnych. Jak jest ładna pogoda ani wyjść na balkon ani nawet go otworzyć, czy prania wywiesić. No cóż to jest uciążliwe, ale remont był konieczny. Strasznie się przy tym kurzy i hałas okropny. Robotnicy również skuwają płytki na balkonach i kładą nowe, wszystkie takie same, a klną przy tym, że uszy bolą. Oczywiście jak by się komuś nie podobały(a tacy też są) może odmówić tej części remontu lub kupić sobie inne(za częściowy zwrot kosztów) Mam więc na kogo zgonić za nic nie pisanie;)
  Bluzeczkę dla córki w kolorze soczystej pomarańczy skończyłam już z dwa tygodnie temu. Również książki przeczytałam już dwie więcej. Jednak, że nic nie dziergam poza haftem od Splocika, który do końca tygodnia mam zamiar skończyć, to pokażę tylko zaległą bluzeczkę. 


Książkę, którą wtedy czytałam to "Krokodyl z kraju Karoliny"-Joanny Chmielewskiej. 
Gdy pani Joanna w 2013 roku postanowiła opuściła ten nasz padół,jakoś strasznie było mi wtedy przykro, że na jakiś czas zapomniałam o jej twórczości. Sięgnęłam po "Krokodyla.. i to była dobra decyzja by przypomnieć sobie, za co uwielbiały i pewnie nadal uwielbiają ją rzesze Polaków i oczywiście ja sama. 
 Mamy tu skomplikowaną intrygę, znikające zwłoki,przemyt. Roztargnioną Joannę ,której tok rozumowania ma się nijak do logiki.  I jednocześnie nasz piękny język ojczysty, którego nie uświadczysz ostatnio nigdzie i specyficzny niezapomniany humor :) Akcja wciąga i porywa, że czyta się jednym tchem. Ja w każdym razie przeczytałam ją w jeden dzień.
Post podpinam pod co tygodniowe WCiD u  Maknety.

Pozdrawiam serdecznie-Mięta :)

czwartek, 23 marca 2017

151. Pomarańczowo i ...

  Ostatnio się przeziębiłam. Jakieś takie wstrętne wirusy latają, pogoda w kratkę, więc kaszlę i kaszlę.
Na poprawę humoru i aury za oknem robię córce bluzeczkę, w pomarańczowym kolorze. Bluzeczka z krótkim rękawkiem na lato ma być,więc na pewno zdążę:)

  Gdy nie szydełkuję ,to krzyżyki stawiam we wzorku  od Splocika. Jeszcze mały kawałek mi został i pokażę pod koniec miesiąca jak wygląda.

 Książkowo...
W zeszłym tygodniu skończyłam czytać dość pokaźnych rozmiarów powieść"Hipnotyzer"Larsa Keplera. Tak na prawdę to pseudonim pary szwedzkich pisarzy: Alexander Ahndoril i Alexandra Coelho Ahndoril. Jest to wciągający wielowątkowy kryminalny dreszczowiec.Ostatnio wszyscy używają angielskiego określenia thriller, jakby polskich nazw było mało.Po więcej informacji na temat książki zapraszam na Lubimy czytać.Link na pasku z lewej strony.

Notatkę podpinam pod co środowe spotkania WDIC u Maknety.

Pozdrawiam serdecznie-mięta

środa, 8 marca 2017

149. Żaba w książce. I WDIC

    Jakiś czas temu,raczej chyba dość dawno już, widziałam w necie pewne zakładki. Niby nic ciekawego-zakładki, jest ich miliony albo więcej, do wyboru do koloru. Te o które mi chodzi, są inne.Jednak chyba dość szybko stały się popularne. Są to rozpłaszczone, jakby zgniecione szydełkowe zwierzaki. Więc zrobiłam sobie też jedną. O taką żabę: 

Niestety nie jest to mój pomysł. Zrobiłam ją na podstawie tego filmiku:  zakładka żaba

 Żabka pomagała mi pilnować stron w książce:
"Sklep z kapeluszami"-Marita Conlon-McKenna
Jest to urocza powieść o młodej dziewczynie Ellie, która pracuje jako projektantka w renomowanej firmie. Po śmierci matki musi zdecydować co zrobić z małym sklepikiem w Dublinie. Był on wyłączną własnością i wielkim marzeniem jej mamy i całym dzieciństwem jej samej. Wbrew rozsądkowi;przy tej samej ulicy buduje się wielkie centrum handlowe,kilku sąsiadów polikwidowało już swoje sklepiki,postanawia wyremontować i poprowadzić malutki sklepik z kapeluszami. Poznajemy nie tylko pracę modystki, ale też fragmenty życia osób, które kapelusze u niej kupują. Wciągająca i przyjemna lektura niosąca dużo pozytywnej energii. Szczerze polecam wszystkim.

Ten wpis podpinam pod co środowe WDIC u Maknety
Pozdrawiam -mięta

czwartek, 16 czerwca 2016

145. Zielone cd.

   Strasznie dawno pisałam o czymś zielonym. Nie rzuciłam tego w kąt jak wiele innych rzeczy, które z jakiegoś tam powodu zaczęły mnie denerwować i leżą niepokończone. Zielone elementy robię w wolnym czasie i łączę. Mam już tyle
 Ma to być sukienka, ale zobaczę czy wytrzymam jeszcze tyle tych elementów ;) Te fałdy to nie jest błąd, ona jest taka bardziej dopasowana i z przodu na biuście jest szersza niż na plecach. Ponieważ mam w obwodzie nieparzystą ilość elementów, i że coś jest nie tak zorientowałam się dopiero jak już miałam 1 rękaw wyprowadzony i nie miałam chęci na gigantyczne prucie. Wszystkie elementy z pionu by trzeba było wypruć i dorobić dwa razy tyle. Elementy na plecach są zrobione większym szydełkiem, żeby mi się nic nie ciągnęło. Jak zakładam leży tak jak powinno. Teraz tylko wykończyć dekolt i w dół, tu już powinno być z górki. 
***
Teraz coś o książkach.
Ostatnio przeczytałam" Gin z tonikiem i ogórkiem"-Rafaele Germain. Bohaterką jest trzydziesto dwu letnia kobieta o imieniu Marine, która czeka ciągle na wielką i prawdziwą miłość, co nie przeszkadza jej w nawiązywaniu krótszych lub dłuższych romansów. Marine ma trzech przyjaciół, którzy wiedzą o niej i o sobie na wzajem wszystko. Są to Laurent (jej były wieloletni narzeczony), Jeff(współlokator) oraz Julien( gej).Ta czwórka to nierozłączna paczka próbująca pomóc sobie w dojrzały i mądry sposób przejść przez życie. I jak w zwykłej codzienności i błahych miłostkach rozpoznać tę jedyną prawdziwą miłość? 
Powieść sympatyczna, szybko się czyta. Rozważania  tej czwórki w pabie przy piwie są zadziwiające;)

Notatka podpięta pod WDiS u Maknety :)

środa, 16 marca 2016

144. Zielono mi ...WDiC

  Postanowiłam wrócić do Maknety i jej wyzwania środowego(WDiC)banerek na pasku z prawej.
 Może uda mi się wytrwać tym razem dłużej w systematyczności. zobaczymy,zobaczymy...

    Wiosna tuż, tuż. Wprawdzie kalendarzowa chyba prędzej, ponieważ za oknem u mnie rano jeszcze śnieg leżał, ale to się zobaczy jak się poczeka. Czasem wystarczy chwilka by się pogoda nagle zmieniła.Na to nie mamy wpływu.
Więc pomyślałam sobie, że jak wiosennie to zielono .  W założeniu ma być sukienka, ale jak nie starczy nitki, to będzie bluzeczka. Może do lata zrobię. 

***
Czytam natomiast taką o książeczkę. I wbrew tytułowi nie jest to podręcznik szkolenia psów:)

  Jeszcze nie skończyłam całej, ale coś mogę już napisać.
 Główna bohaterka Savannah, od wielu lat kocha się skrycie w Peterze. Jednak on, od zawsze traktuje ją jak przyjaciółkę. Czara goryczy przelewa się gdy Peter zakochuje się i poślubia  najlepszą koleżankę Van-Janie, a ona sama zostaje druhną na ich ślubie. Popada w mega doła rozpamiętywując sytuację, kiedy pijany w sztok Peter przychodzi do niej w swoją noc poślubną i chce coś jej powiedzieć, ale ona mu przerywa. I wygania do żony. Savannah leczy więc smutki alkoholem i filmami o o bohaterskim psie. I spontanicznie zamawia szczeniaczka przez internet nie mając bladego pojęcia o psach. I zamiast ślicznej małej kuleczki dostaje dorosłego Owczarka Niemieckiego, który rozumie komendy tylko w języku słowackim...



środa, 16 września 2015

140.WDiC

  Dziś się nie spóźnię:) Udało mi się w odpowiednim czasie usiaść do napisania tej notatki. Mimo, że usnęłam bardzo późno, po pierwszej w nocy z powodu burzy. Czy u was też było takie oberwanie chmury? U mnie jak lunęło wieczorem to tak padało mocno całą noc, dosłownie tafla wody, dopiero koło piątej rano przestało. W zasadzie jak woda w sierpniu, w połowie wyparowała z rzek i jezior to prędzej czy później musi spaść tylko nie wiadomo gdzie i w jaki sposób. 
 Teraz się wypogodziło,cieplutko jest i słoneczko świeci :)Taki ten wrzesień w kratkę jest, ale mam nadzieję, że będzie piękna i kolorowa jesień.
 Wpis bez tytułu(chyba że wymyślę jakiś później) ponieważ nic nowego nie robię. Nadal siedzę nad kolorowym sweterkiem(albo kamizelką jak mi włóczki nie starczy) Tylko książka inna. Skończyłam drugi tom "Pana Lodowego Ogrodu" i wcale się nie zawiodłam, nadal akcja zaskakuje i mocno wciaga. W przerwie oczekiwania na następne tomy(w bibliotece obiecali odłożyć zaraz jak wrócą) czytam "Studnię życzeń" Katarzyny Leżeńskiej. Nie mogę nic swojego napisać na jej temat ponieważ za mało jeszcze przeczytałam, by sie wypowiadać.Więc fragment od wydawcy:
"Nieoczekiwanie Hanka trafia na ślad tajemnicy rodzinnej...poznaje dzieje kobiet ze swej rodziny. 
W barwnych opowieściach ożywają ludzie mieszkajacy na Podlasiu w latach międzywojennych....Uświadamia sobie, że jej tragedia nie jest ani wyjatkowaa,ani tak wielka by mieć żal do całego świata.Musi podjać ryzyko, przezwyciężyć stare lęki..."


Wpis podpinam pod cotygodniowe,środowe wspólne dzierganie i czytanie u Maknety Banerek na pasku.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie :) 

czwartek, 10 września 2015

139. Tym razem dookoła.WDiC

 
   Jestem zła....napisałam tyle, że ho ho...a tu mi nie zapisało :(
I muszę od nowa, i wiem że już nie uda mi się tak samo ładnie.
To wszystko przez to ślimacze tempo,zamiast sie jakoś sprężać, działać szybciej, używac tych wszystkich ważnych przycisków przy redagowaniu tekstu(zapisz) to ja, jak te slimaki ledwo, ledwo 
albo jak jakis zwierz co to musi w sen zimowy zapaść niemrawo 
się zastanawia czy już się kłaść czy za chwilę...
  Wróciwszy do tematu.Ponieważ wczoraj była środa, a środy to wspólne czytanie i dzierganie z Maknetą(odnośnik na pasku bocznym)to i o tym co szydełkuję i o książce będzie.
   Jakiś czas temu, zaczęłam robić sweter ogoniasty (klik,klik) z włóczki zdobycznej. W zasadzie darowanej a nie zdobycznej;) Ostatnio jednak przestał mi się podobać. Nie sam pomysł takiego swetra, tylko to co mi wychodziło. Te okropne abstrakcyjne ułożenie kolorów, jakieś plamy bez ładu i składu. Więc wzięłam i wszystko sprułam. I zaczełam od nowa tym razem od środka pleców do okoła, jak serwetkę na planie koła. Może tym razem nie spruję zanim skończę.hym..zobaczymy.
  W czasie przerw od słupków po okręgu czytałam książkę Jarosława Grzędowicza"Pan Lodowego ogrodu"-tom. Książka tak mnie wciągnęła, że zupełnie straciłam poczucie czasu.Nie zauważyłam kiedy uciekł mi cały wieczór i pół nocy.




   Książka jest powieścią fantasy z elementami sf. Bohaterem jest Vuko Drakkainen z matki Polki, ojca Fina a wychowany w Chorwacji. Taka mieszanka kulturowa robiła z niego dobry nabytek  dla zespołu statku kosmicznego, który miał zabrać naukowców z obcej planety. Niestety z pewnych przyczyn zamiast całego zespołu, na obcą planetę zostaje wysłany tylko Vuko. Ma on za zadanie znaleźć ekipę naukowców, którzy od dwóch lat nie dają znaku życia i zabrać ich do domu. Ma też zezwolenie na "posprzątanie" po ich pracy jeśli złamali jakiekolwiek dyrektywy. Planeta Midgaard jest podobna do Ziemi, ma swoją faunę i florę jednak niepodobną do ziemskiej. Ma również swoich ludzi i podobno działa tam magia. Żeby Vuko  nie wyróżniał się za bardzo z pośród mieszkańców został odpowiednio przygotowany. Zmieniono mu wygląd oczu i wszczepiono mu do głowy pasożytniczego grzyba Cyfrala, który między innymi powoduje, że Vuko rozumie tamtejszą mowę jak własną.  Zadanie wydaje sie proste;wylądować, dotrzeć do bazy, zabrać naukowców i wrócić. Jednak tuż po wylądowaniu  Drakkainen mało nie ginie,gdy sprzęt niepoprawnie zaczyna działać. I od tej pory, nic nie jest takie jak powinno być. Gdy czytając podróżujemy z Vuko równocześnie poznajemy nastoletniego następcę Tygrysiego Tronu, któremu w innym miejscu planety cały jego dotychczasowy świat wali sie w gruzy. Cała książka jest napisana w taki sposób, że na zmianę raz wędrujemy z naszym bohaterem, by za chwilę być na drugim końcu świata i niepokoić się o losy młodego władcy. 

**
Już kończę drugi tom i zastanawiam się czy w bibliotece mają następne.

środa, 19 sierpnia 2015

137.Następna czytelnicza środa :)WDiC

 Witam :)

  W zeszłym tygodniu mnie nie było, wyjechałam sobie do rodziny do Kielc. I nic twórczego nie robiłam, tylko chodziłam na basen z córką i odwiedzałam znajomych. Byłam również na  planowanym tam od kilu miesięcy spotkaniu klasowym z ....podstawówki. Niektórych osób nie widziałam od jej zakończenia, czyli bardzo, bardzo dawno,w zasadzie to w innym wieku he,he. Inne zanim sie przeprowadziliśmy do Łodzi gdzieś się widywało w przelocie ;) Prawie wszystkie osoby poznałam. Problem miałam z dwoma kolegami, musieli mi się przypomnieć kto zacz ;) Nie wszyscy jednak mogli być. Zdarzenia losowe u kilku osób, dwie mieszkają w Stanach( mieszkańcy z Angli dojechali ) Łącznie było ponad dwadzieścia osób i było super !!

 W ramach dzisiejszej środy u Maknety (banerek na pasku) pokażę torbę, która zaczełam kiedyś robić z raffi. O raffi pisałam TU ale nie pokazywałam jej do tej pory. Nie byłam pewna czy skończę to co wtedy zaczęłam. Raffia jest dość ciekawym materiałem do różnych prac. Szydełkowo dla mnie za sztywna. Jednokolorowej jest więcej w kłębku niż tej multi. Torbę chciałam mieć dużą, żeby mi się np.zmieścił koc i ręcznik.
Uchwyty i podszewkę wszywałam w tym tygodniu więc się nadaje do pokazania dziś. Fotki kiepskie(niestety nadal brak aparatu) Podszewka tak jak wierzch też w paski. I myślę,że chyba uchwyty za jakiś czas poprawię.

           


  Czytelniczo skończyłam "Szyfr Szekspira"-Jennifer Lee Carrell. Zaczynałam ją czytać chyba z dwa razy, mam ostatnio pecha do  "dziwnych" książek. Dopiero poza domem zaczęłam kolejny raz i wciągneła mnie fabuła. Katharine Stanley reżyseruje sztukę Szekspira "Hamlet" w słynnym teatrze Globe w Londynie. Na próbę przychodzi dawna promotorka Kathariny,nie widziana kilka lat profesor szekspirologii z Uniwersytetu Harwarda Rosalind Howard, zostawia jej małe pudełeczko...
 - Co to jest?
- Przygoda. A do tego tajemnica – odparła Roz, nachylając się ku mnie z uwagą. Gdy wsunęłam palce pod wstążkę, powstrzymała mnie gestem, zielonymi oczami patrząc mi badawczo w twarz. - Jeśli to otworzysz, musisz podążyć tam, dokąd cię zaprowadzi.

...i prosi o spotkanie wieczorem w mieście. Bardzo niechętnie młoda pani reżyser się zgadza. Na umówione spotkanie jednak Rosalind nie przychodzi. Gdy Kat postanawia wracać do domu widzi łunę od pożaru. Ma wrażenie,że ktoś ja obserwuje. Orientuje się, że to płonie Globe. Na szczęście nie ucierpiał sam teatr, a jedynie budynki techniczne. Niestety w teatrze znaleziono martwą profesor Howard. Kat postanawia dowiedzieć się, co skłoniło do przyjazdu Ros i co jest w pudełeczku. Co znalazła Rosie ,że przypłaciła to smiercią?  Chęć rozwiązania zagadki związanej z prezentem poprowadzi ją do różnych miejsc i krajów. A wszystkie te miejsca będą niezaprzeczalnie związane z Szekspirem. Na dodatek morderca jest tuż za nią i giną następne osoby, a każda śmierć jest  jak wyjęta ze sztuk słynnego dramaturga. Podczas śledzenina poczynań bohaterki dowiadujemy się jak niewiele wiemy o Szekspirze, kim tak na prawdę był?
 Powieść mimo natłoku miejsc, nazwisk i koligacji, mnóstwa dat jest bardzo wciągająca. Mnie najbardziej męczyły te nazwiska. (słabą pamięć mam do obco brzmiących nazwisk)Musiałam czasem wracać kilka lub kilkanaście kartek, by się nie pogubić kto z kim i dlaczego ;) 

  

czwartek, 6 sierpnia 2015

136. Trochę tego i owego i misz-maszowy szalik. WDiC

 Jest takie gorąco, że wczoraj byłam z córką na basenie. Przy okazji zabrałam też syna od sąsiadów, biedaczysko sam siedzi w domu i szkoda mi się go zrobiło, a tak miał radochy trochę. Dzieciaki chciały cały dzień tam siedzieć, ale niestety wszystko zjadły i wypiły i trzeba było wracać. Przebitka cenowa na napoje lub coś do jedzenia jest tak duża na tego typu obiektach, że nie stać mnie na takie luksusy. Natomiast być za jucznego wielbłąda ja się nie piszę. A po powrocie nie miałam czasu na zaglądanie tutaj i dlatego piszę dziś. 
 Wczoraj była środa i cotygodniowe spotkania u Maknety z cyklu: "Współne dzierganie i czytanie". Zrobiłam fotki telefonem, nie są zbyt dobrej jakości, ale niestety jak znalazłam znawcę od naprawy aparatów i powiedziałam, że mój zaledwie 4 letni aparat odmówił współpracy to usłyszałam, bądź co bądź od bardzo miłego pana, że to już stary aparat jest. Rozumiecie to ? Stary!! Stary to według mnie taki jak ma z 20 lat(mamy takiego zenita lustrzankę i dotąd działa) a tu prosze 4-ro letni i stary. No ale cóż robić, pytanie co z naprawą. Ano jak rozkręci i sprawdzi co sie zepsuło to będzie wiedział czy się da naprawić, i mam się zastanowić ponieważ naprawa ok. 160 zł(może być więcej ale nie mniej) a nowe tego typu kosztują od 360 .Więc się kolejny dzień zastanawiam...
  Z kolorowej włóczki z odzysku zrobiłam w końcu szaliczek na palcach,taki w zasadzie ozdobny ale jednak szaliczek:) I jego podpinam też do Maknety :) (klik, klik)  Z tej bledszej robię inny, szydełkiem same słupki reliefowe. Zobaczymy jak wyjdzie. 











Czytelniczo skończyłam w końcu "Wołanie z oddali", o której napomknęłam tu .
I jakby tu napisać...

Przyzwyczajona jestem przez wielu autorów trilerów, kryminałów czy książek sensacyjnych do jakiejś akcji, do działania, że się coś w tych powieściach dzieje. A czytając tę po prostu momentami starsznie się nudziłam. Nigdy jeszcze żadna ksiażka nie zajęła mi tyle czasu. Nawet nie lubiane lektury w szkole. 
  Powieść zaczyna się ciekawie, w dziwnej sytuacji znajduje się mała dziewczynka, musi leżeć na podłodze w samochodzie, tak każe jej mama...Potem poznajemy głównego bohatera Erika Wintera 37-letniego komisarza jednostki śledczej w Goteborgu(Szwecja),który ma spore problemy osobiste. Poznajemy też innych jego współpracowników. W mieście trwa festyn, wielki upał, hektolitry piwa i tłumy ludzi na ulicach powodują jakiś bliżej nieodgadnięty niepokój, a w pobliżu jeziora sporo oddalonego od miasta zostaje znaleziona zamordowana kobieta,bez żadnych dokumentów. Policja nie potrafi jej zidentyfikować, więc postanawia poprosić o pomoc społeczenstwo publikując jej zdjęcie,które tak na prawdę niewiele wnosi do sprawy. Równocześnie w centrum miasta dochodzi do strzelaniny prawdopodobnie miedzy gangami, a tuż przed posterunkiem, w którym pracuje główny bohater jakiś cudzoziemiec w autobusie straszy, że zabije własnego syna.W trakcie trwania dochodzenia  pojawia się wiele wątków pobocznych w zasadzie nie mających nic wspólnego z głównym. Być może pisarzowi chodziło o pokazanie pracy policji kryminalnej takiej jaka jest w rzeczywistosci. Pełno różnych poszlak, danych nie mających niby nic ze sobą wspólnego, a które jednak trzeba starannie zabezpieczyć. W tej powieści jest coś co mnie osobiście wprowadzało w rozdrażnienie, fragmenty oderwane od całości, migawki wspomnień nie wiadomo kogo dotyczące. Czynności powtarzalne jak wyliczanie zdejmowanego ubrania czy za częste według mnie wciskanie nazwy zespołu muzycznego, którego bohater słucha i dziwne dialogi z byłym szfagrem bandziorem.
Długie dochodzenie, które wyprowadza Erika z równowagi w pewnym momęcie cofa się w przeszłość. Musi jechać do Danii ponieważ jego zdaniem obecna sprawa może być powiązana z napadem na bank z przed kilku dekad. W miedzyczasie dowiadujemy się, że zamordowana miała córeczkę,która zniknęła. 
  Powieś zaliczana do objetościowo wielkich, a jednak jakby niedokończona, nie wszystko zostało wyjaśnione, co według mnie powinno, jakoś mętnie tak. W zasadzie jest to powieść z drugim dnem, niby codzienna praca śledczych, niby trudna sprawa a jednocześnie ukazana straszna samotność ludzi wśród ludzi.  

Zaczęłam czytać "Szyfr Szekspira"Jennifer Lee Carrell.
I pokaże wam jeszcze pewną fotkę... myślałam, że mam zwidy i kolibra widzę he he...

  widzicie ? To małe latające, brązowawe ? Zupełnie jak koliber :) Wiecie jak się toto małe nazywa? Ja musiałąm poszperać w necie by wiedzieć...to jest ćma. Tak w samo południe latała i wyglądała jak koliberek a to ćma jest.Nazywa się Fruczak gołabek. Ładnie prawda ?:)

środa, 29 lipca 2015

135. Co robiłam jak mnie nie było...WDiC

 Cykl środowy u Maknety. Zapraszam :)

Od 15-stego, czyli ostatniej środy gdy tu zaglądałam skończyłam torebkę w paski z rafii, jednak jeszcze nie ma podszewki. Ciut się bawiłam tą włóczką z odzysku, ale wszystko poprułam:( 
A potem....21 pojechałam do szpitala, więc w środę fotki żadnej też nie było ponieważ nikogo a najbardziej mnie nie interesowałyby zdjęcia z sali pooperacyjnej:(  Jednak gdy się już jako tako czułam to jedna miła pani pożyczyła mi swoją książkę do poczytania. 

  Była to powieść Moniki Szwai "Dom na klifie". Wypuścili mnie do domu przedwczoraj. I teraz odpoczywam sobie. Więc trochę o tej książce napiszę. 
  Bohaterami są dwie bardzo sympatyczne osoby: ona -Zosia Czerwonka lat trzydzieści kilka, wychowawczyni kilkunastu chłopców w różnym przedziale wiekowym z domu dziecka, strasznie zakompleksiona, z niesforną burzą loków na głowie i on- Adam Grzybowski,przystojniak z wykształcenia psycholog, zatwardziały kawaler dobiegający czterdziestki. Pracujący w jednym miejscu nie dłużej niż trzy lata. Pracował nawet jako sternik na jachcie dla bogaczy gdzieś w tropikach,obecnie ceniony dziennikarz telewizji szczecińskiej. Na początku zupełnie się nie znają. Zosia zauważa Adama w pewnym klubie gdzie lubi chodzić słuchać szant. Adam w tym czasie dowiaduje sie o śmierci swej niesamowitej ciotki Bianki, znanej w szerokim gronie ludzi uwielbiających jachty, żeglowanie i szanty.Ciotka zapisuje mu w testamencie swój dom, ale by go dostać musi spełnić 2 warunki. Po pierwsze ma się ożenić, a po drugie zrobic z domem coś dobrego.
Zosia dowiaduje się o zapisie i postanawia....oświadczyć się Adamowi, tłumacząc swą propozycje jako swego rodzaju umowę. On by dostał dom, a ona by mogła utworzyć rodzinny dom dziecka i zabrac swą grupę z tego okropnego miejsca, gdzie dyrektorka dzieci nie lubi, a jednego konkretnego to wprost nienawidzi...Niestety Adam propozycję odrzuca...
Powieść jest wzruszająca a jednocześnie z humorem. Są miejsca gdzie sie smiałąm i takie przy których sie popłakałam..a może to efekt po narkozie był ;) W każdym razie kto nie zna, bardzo polecam. Mimo,że wszystko jest przez pisarkę wymyślone to książka dotyka bardzo trudnego tematu jakim jest życie dzieci z domów dziecka i ludzi usiłujących coś z tym zrobić na lepsze.

*Mój zaledwie kilkuletni aparacik odmówił właśnie współpracy. Jutro jadę do miasta szukać jakiegoś naprawiacza cudotwórcy, na aparat był niestety tylko rok gwarancji. Telefonem natomiast o tej porze wychodzą paskudztwa a nie fotki, chyba że mój syn się jutro zlituje, w tej chwili jest niestety nieobecny.

**Udało mi sie znaleźć fotkę tej książki w przepastnej głębi internetu, o taka była okładka:
 okładkę zapisałam ze strony archiwalnej OLX. 
Pozdrawiam wszystkich serdecznie:)

środa, 15 lipca 2015

134. Kolorowy misz-masz.WDiC

 Witam wszystkich:)
 Dziś środa więc na wspólne dzianie i czytanie do Maknety zapraszam (klik-klik) . 
Jakiś czas temu kupiłam w "szmateksie" mocno kolorowy szalik z dziurą  po rozdarciu, a może po molach?  Bardzo podobały mi się kolory i był bardzo tani, jakieś 3 zł. Nie był dziany tylko tkany. Dziś go sprułam i wyszły mi dwa kłębki. Jeden w mocnych kolorach, z którego był wątek tkaniny(nitki poziome) jest jedną długą nicią. Drugi w zgaszonych, niestety był osnową(nitki pionowe) i jest pełen supełków. Chcę spróbować zrobić z niego szalik metodą "Broomstick".
 Zobaczymy czy wogóle coś wyjdzie. 
Czytelniczo męczę jeszcze "Wołanie z oddali" dopiero jestem na trzy setnej stronie(trochę przeczytałam od zrobienia fotki) a jest ponad 500. Jeszcze nie trafiłam na tak rozwlekle toczącą się akcję w książce sensacyjnej:(  Początek zapowiadał się nawet,nawet ...Jedno mogę już napisać,wulgaryzmy w wielu miejscach ,według mnie nie są wcale potrzebne. Napiszę wiecej jak dobrnę do końca.  
       



 Pozdrawiam :)                  

środa, 8 lipca 2015

132 Tylko książka :) WDiC

  Dziś środa więc na współne dzierganie i czytanie do Maknety zapraszm:)
 Nie mam nic dziś do pokazania szydełkowego , tyci o książce będzie za chwilkę.
  Ten tydzień upływa mi pod znakiem lekarzy. Jakoś tak wyszło. Jednego dnia badanie z krwi, wczoraj wizyta u stomatologa z córką, co nie należy do łatwego przedsięwzięcia. Dzisiaj miałam termin badania USG. Jak wyszłam z domu przed 11 tak wróciłam przed 16. Wakacje fajna sprawa, ale obcinanie ilości kursów autobusu, który i tak jeździł raz na 40 minut uważam za wielce przesadzone, a do innej lini mam ponad kilometr. Więc tracę strasznie dużo czasu na takie eskapady do centrum, przy duchocie jaka dziś panowała jestem strasznie zmęczona i powinnam iść już spać. 
  Szydełkowo w trakcie nadal chusta. A książkowo odstawiłam na trochę "Wołanie z oddali"(okropnie mi wolno idzie) by przeczytać "Słonie mają dobrą pamięć" Agaty Christie. 
 Tym razem wieloletnia przyjaciółka Herkulesa Poirot, pani Ariadna Oliver prosi go o pomoc w pewnej sprawie, która poniekąd jej dotyczy. Chodzi o wyjaśnienie przyczyny podwójnego samobójstwa rodziców jej chrześniaczki. 
Do tragedi doszło kilkanaście lat wcześniej, a policji nie udało się wtedy ustalić powodów, dla których małżeństwo zdecydowało się na taki krok. Dwa ciała,jeden pistolet. Kto pierwszy pociągnał za spust? Kto kogo zastrzelił, a potem siebie?A najważniejsze,dlaczego ? 
 Według mnie ta powieść jest słabsza od innych pozycji z udziałem słynnego Belga.Wszystko wolno się toczy,lecz nadal intrygująco. Może dlatego ekranizacja posiada mocno rozwinięty pewien watek, który w ksiażce jest ledwie zaznaczony. Jeśli kogoś interesuje ta różnica polecam pierw przeczytać książkę , a potem obejrzeć film:)
Pozdrawiam serdecznie :)
**
O tej książce, prawie to samo napisałam na"Lubimy czytać". Jakby ktoś tam zaglądał to proszę się nie dziwić, że jest podwójnie. Chciałam zmienic okładkę i coś popsułam:(


czwartek, 2 lipca 2015

131. Uciekła mi środa..WDiC

 Z powodu zakończenia roku szkolnego w zeszłym tygoniu, gdzieś mi uciekła środa ze wspólnego dziergania i czytania u Maknety . A dziś się zorientowałam, że już jest czwartek!. Czyli nie jedna a już dwie środy mi uciekły:(  Jak ktos gapa to tak ma..
 Szydełkowo nadal chusta i coś w paski ale jeszcze bez zdjęcia, dam jak zupełnie skończę. Książkowo zaczęta grubaśna ksiażka -"Wołanie z oddali" autorstwa Ake Edwardson.
Fotka chusty i takiej psiej panny co  pszyszła w gości i wcale nie chciała dać mi zrobić zdjęć,wszędzie się pchała. To niech i ona ma jedno:)

 Pozdrawiam zagladających :)

czwartek, 18 czerwca 2015

128. Chusta z bawełny.WDiC

 Witam serdecznie:)
 W poprzedniej notatce napomknęłam, że zaczynam robić chustę z wyzwania u Karto-flanej :)  Pierwszy raz robię chustę w ten sposób. Do tej pory robiłam wyłącznie od wierzchołka trójkąta a nie od jego podstawy. Początek był ciut męczący. Dopiero mam 13 rządków ale mam zamiar skończyć ją w ciągu miesiąca(mimo że termin jest do września) ponieważ chcę by to była równocześnie moja pierwsza chusta w wyzwaniu 12 chust lub szali w jeden rok u Maknety,zobaczymy czy się uda. Na dodatek, że pstrokatego swetra przybywa w ślimaczym tępie to jeszcze przypnę ją i do dzisiejszego, znaczy wczorajszego-środowego wspólnego czytania i dziergania :)
 I jeszcze coś. Jakiś czas temu u Zdzid oglądałam jej koszyczek z raffi. Pomyślałam sobie, że ciekawe jak to w rzeczywistosci wygląda.  No i mam dwa kolory tej rafii, i coś się powoli robi.

  Za to na froncie czytelniczym ciut większy ruch. Skończyłam książkę Jonatana Kelermana "Wściekłość" Jest to powieść kryminalna, gdzie głównym bohaterem jest doktor Delaware, psycholog dziecięcy. Rand Duchay był jeszcze dzieckiem, kiedy zabił.....odsiedział 8 lat w poprawczaku,wyszedł i zadzwonił do Delawara chcąc się spotkać, coś z tamtej sprawy go męczyło... Psycholog przed laty oceniał jego poczytalność, chłopiec miał wtedy 13 lat,tak samo jak drugi oskarżony...Jednak nie przyszedł na spotkanie, drugiego dnia zostaje znaleziony martwy z przestrzeloną głową. Dochodzenie prowadzi porucznik Sturgis przekonany, że albo to był wynik wściekłej zemsty albo morderstwo z premedytacją. Jednak podejrzenia psychologa rzucają inne światło na sprawę. Wziąwszy pod uwagę fakt, że drugi z oskarżonych Troy został zabity w ciągu miesiąca po umieszczeniu go w innym Zakładzie poprawczym.
 Czy morderstwo Randa ma coś współnego ze śmiercią Troya? Czy ktoś się mści po latach za śmierć Kristal ? Akcja cały czas trzyma w napięciu, trwajace dochodzenie ujawnia zaskakujące rzeczy, które łaczą się jednak ze sobą jak w kalejdoskopie wyjawiając przerażajacą prawdę.


A w kolejce czekają: 
Ake Edwardson -"Wołanie z oddali",
Stephen King - "Stepheng King na wielkim ekranie",
Susan Wiggs -"Spotkanie nad jeziorem",
Nerea Resco -"Ars Magica".



czwartek, 28 maja 2015

126 Małe postępy.. WDiC

W szydełkowaniu małe postępy, w czytaniu jeszcze mniejsze.
Córka mi się rozchorowała w sobotę i w poniedziałek biegiem do lekarza. Ogólnie wiadomo, że "kiedy pada to dzieci się nudzą.." jak w pewnej piosence śpiewali dwaj panowie. Mogę dodać, że gdy chorują to jeszcze gorzej jest. Nie dość , że się nudzą to jeszcze marudzą strasznie. A co za tym idzie mamusie nie mają czau na czytanie,chyba ze ksiażek dla dzieci. Właśnie skończyłam "Balbaryk i skrzydlate psy" Ksiażka z czasów gdy ja chodzilam do podstawówki. Zdjecie zrobię jutro to dodam.
Zapraszam do Maknety na cotygodniowe Środowe współne dzierganie i czytanie.
Pozdrawiam serdecznie-Mięta.

czwartek, 21 maja 2015

125. Czwartkowa środa ,WDiC

  Miałam pisać wczoraj...piszę dzisiaj.
  Wczoraj mnie migrena złapała ,dawno niemiałam takiego bólu głowy, chyba z pół roku. We wtorek było tak duszno, że ciężko się oddychało.Wszyscy kogo spotykałam, nawet obcy w sklepie myśleli, że zanosi sie na burzę,chmury ciemne, duszno..a tu nic ani kropelkio 18 było 23 stopnie. Wczoraj tak samo chmury od rana i obudziłam się z bólem głowy, na dodatek było mi tak niedobrze, ze śniadanie jadłam w porze obiadowej..ale co ja tu będę marudzić, nie ja jedna mam migrenę.
Zmieniam temat.Wczoraj była środa, a wtedy jest Środowe dzierganie z Maknetą. Gdzie się i dzierga i czyta. Z tym, że ja szydełkuję a nie dziregam.
  Dostałam od znajomej włóczkę pstrokato,kolorową.Nie wiem ani jaka to firma ani jaki skład. Osoba ta zrobiła sobie z tej włoczki "coś", okropnie jej sie to cosik nie spodobało, wzięła i spróła.Wsadziła do szafy i tak leżały te kłębuszki jakiś czas, aż wkońcu trafiły do mnie. A ja sobie pomyślałam, że zrobię sobie sweter taki z prostokąta jak widziałam kiedyś u Kasi  . I zaczęłam wczoraj wieczoram jak mi trochę ból głowy zelżał. Czasem przy migrenie głowa boli mnie z trzy dni. Dziś chodzę jak nieprzytomna. Swetra mam narazie tyle(marny początek)

 


W sprawie czytania, zaczęłam -Marka Krajewskiego"Władca Liczb". Przeczytałam zaledwie kilka kartek,więc nic o niej jeszcze nie mam do powiedzenia.
 Pozdrawiam zaglądających-Mięta

wtorek, 19 maja 2015

124. WDiC

  Miałam w zeszłą środę zapisac się na "Środy z Maknetą" i się zagapiłam. Nie będę tam bałaganu robić, poczekam z nowym wpisem do jutra.Jeśli znowu mi cos nie przeszkodzi. A dzis pokażę co robiłam w zeszłym tygoniu ,i co skończyłam czytać. Prosze bardzo :
 
  Zrobiłam mojej córci spódniczkę na lato. I skończyłam czytać "Śmierć na Nilu" z moim ulubionym bohaterem Herkulesem Poirot. Więcej o książce napisałam TU.
A co do ciasta z niedzieli, było tylko się zdjęcia nie doczekało :(  Ciasto mega szybkie, sernik na zimno, nazywa się "Tort Cortina" Przepis umieściłam kiedys dawno o TUTAJ. Gdyby ktoś chciał spróbowac, to dodatek wina nie jest wcale konieczny :)  I jeszcze jedna fotka całej spódniczki . Pozdrawiam serdecznie -Mięta.