wtorek, 1 marca 2016

144. Kolorowanki

    Dziś takie sobie rozważania na temat kolorowanek, ponieważ dość dawno czytałam o nich u Ashki,(i co jakiś czas pisze o nowych) a że ja lubię od dziecka bawić się kredkami różnego rodzaju, i moje dzieci również(moja córka koloruje gotowe, syn tworzy własne bardziej pod tatuaże podlegające) to tak mi się jakoś dziś przypomniały... 
  Wszyscy ludzie chyba na całym świecie wiedzą co to są kolorowanki. Zazwyczaj kojarzą się nam z prostymi obrazkami dla dzieci służącymi do pokolorowania według podanej ilustracji lub dowolnie. Od kilku lat natomiast wielki szał ogarnął kraje zachodnie i nasz też na punkcie kolorowanek dla dorosłych(kolorowanki antystresowe). Co chwila różne wydawnictwa zachodnie prześcigają się w nowych kolorowankach, które objętościowo i cenowo(!) w niczym nie ustępują wydaniom literackim. Jednak w dobie internetu ogólnie(prawie wszędzie) dostępnego, można znaleźć też kilka, kilkanaście rysunków co jakiś czas udostępnianych za darmo, żeby sprawdzić czy zostało w nas coś z dziecka i czy mamy chęć zakupić jakieś wydanie pełne ;) Ponieważ znam wiele, bardzo wiele osób, które twierdzą, że to marnowanie czasu niczemu nie służące. Ja jednak słyszę co mówią, ale ich nie słucham :p i robię co lubię. Mnie osobiście uspokajają tak jak i szydełkowanie ;)
Np.tu można pobrać :kolorowanki , i tu , i tu też. Wystarczy też wpisać w wyszukiwarkę(wyszukiwanie poprzez grafikę) zentagle, doodle,kolorowanki i... wyszuka nam setki stron.
 W księgarniach stacjonarnych czy internetowych przeważają wydawnictwa zagraniczne.
 Wreszcie i nasi twórcy zauważyli rosnącą popularność w tym temacie i będąc w zeszłym tygodniu w mieście widziałam pozycje polskich pisarzy np: Tamary Michałowskiej  czy Agnieszki Krymowej, nawet Beata Pawlikowska pokusiła się o kolorowankę z intencjami.
   My jak na razie mamy takie kolorowanki(oprócz kartek luzem)















             -Te "Gryzmoły.." są najstarszą książką. Ma ona już z 3 lata. Sprawdziła się jako pochłaniacz czasu w aucie przy długich trasach, a nawet w poczekalni u lekarza(u alergologa można zakwitnąć...) zostało zaledwie kilka stron nienaruszonych.
                   
Czy lubicie kolorowanki, jak my?




*****

  Tak mi się jeszcze przypomniało, a propos polskich wydawnictw. To mogło by któreś pokusić się o polskie tłumaczenie pozycji dotyczących np Tildy- chyba tylko 3 pozycje są w języku polskim,
i to od dawna niedostępne :( 

Pozdrawiam wszystkich- mięta

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz